Rząd polski przyjął nowelizacje ustawy wprowadzającą nowe świadczenie rodzicielskie, czyli tysiąc złotych przez rok po urodzeniu dziecka dla osób bezrobotnych, studentów, rolników oraz pracujących na umowę o dzieło. Osobiście większego kuriozum nie widziałem na własne oczy. O ile zgodzić się mogę ze studentami, że zdobywają naukę i wychowywanie dziecka jest dla nich obciążeniem finansowym i każda forma wsparcia jest im potrzebna, to kompletnym zidioceniem jest przyznawanie każdej osobie bezrobotnej tego zasiłku.

Środowiska z jakimi w głównej mierze ja pracuję, to środowiska gdzie nie ma świadomości i odpowiedzialności za swoje potomstwo. Często gęsto dzieci rodzą się tylko i wyłącznie dlatego, że nie ma antykoncepcji albo jest bardzo niska świadomość z jej stosowania. Poczęcie wielu dzieciaków wynika z buzującego w krwi alkoholu, by potem wydać na świat potomstwo z większymi lub mniejszymi uszkodzeniami mózgu, z niepełnosprawnościami nie tylko intelektualnymi, ale i także fizycznymi. Jedna z moich byłych nadzorowanych nie potrafiła podać kto jest ojca dziecka, ponieważ zostało one spłodzone podczas wiejskich Dożynek – nie pamiętała z kim i z iloma mężczyznami współżyła. Inna z kolei dwudziestoparoletnia dziewczyna z upośledzeniem intelektualnym, wymykała się nocami spod opieki rodziców i współżyła seksualnie z przypadkowymi pijakami spod sklepu. Pomimo moich nalegań, by zmusili córkę do brania środków antykoncepcyjnych w postaci tabletek, z rozbrajająca szczerością odpowiadali mi ze przecież takie głupie w ciąże nie zachodzą. Że podobno to natura sama reguluje….

Jak nietrudno sobie wyobrazić, wystarczy sam fakt zarejestrowania się przez taką osobę w Powiatowym Urzędzie Pracy gdy odkryje że jest w ciąży, by potem przez rok pobierać ten specjalny zasiłek. W końcu jest on niewiele mniejszy niż najniższa krajowa, a gdy minie kilka miesięcy i zbliżać się będzie widmo jego utraty – ponownie zajść w ciąże i uzyskać na kolejny rok „dofinansowanie”. A gdy do tego doliczymy jeszcze kilkaset złotych alimentów gdy już jednak uda się znaleźć i postawić przed sądem ojca dziecka – to co miesiąc wpływa do ręki razem z alimentami jakieś półtora tysiąca łatwej kasy, uzyskanej z rodzenia a wcześniej złapania frajera na dziecko. Do tego doliczymy świadczenia rodzinne i okazuje się że bez pracy można sobie dobrze dawać radę finansowo a z rodzenia dzieci utworzyć całkiem dobrze prosperujący biznes.

Aspektem przy którym ustawodawcom zabrakło wyobraźni, to rozwiązanie problemu co dalej gdy dziecko skończy pierwszy rok życia. Osoby zorientowane w tematyce rodzin dysfunkcyjnych wiedzą, że za odebranie dziecka i umieszczenie w bidulu czy rodzinie zastępczej, nie ponosi się żadnej odpowiedzialności karnej. Można mieć odebrane dzieciaki i dalej rodzić następne, a co gorsza – wychowywać. Doprowadzić to może do sytuacji że po roku, gdy skończy się zasiłek w wysokości wspomnianego tysiąca złotych, takie dziecko zostanie przez sąd umieszczone poza rodziną. To są oczywiście koszta, które ponosić będzie państwo związane z utrzymaniem „biduli” czy zwiększeniu liczby rodzin zastępczych, a tym samym ponoszeniu coraz to większych środków finansowych na utrzymanie dzieci tak naprawdę nie chcianych i zrodzonych nie z miłości, ale z czysto ekonomicznego rachunku. Inna sprawą będzie „jakość” tych nowych obywateli, zrodzonych z jednostek aspołecznych i do pierwszego roku życia wychowujących się czasami w skrajnie nieodpowiednich warunkach. Wiele z tych dzieci kończy potem szkoły specjalne i powiela swój biologiczny model rodziny.

Przedstawione powyżej działanie państwa polskiego przyczynia się do jednej z najgorszych plag trapiących nasze społeczeństwo. Uzależnia od pomocy społecznej, uzależnia od środków finansowych które trzeba nie samemu zdobyć, by utrzymać rodzinę, siebie i dzieci, ale wystarczy urodzić by przestać się martwić, przynajmniej przez pierwszy rok, skąd brać pieniądze na alkohol i beztroskie życie.

Tylko dlaczego żaden z doradców ministra na to nie wpadł?

Piotr Matysiak