Czy można powiedzieć że Sądy demoralizują młodzież? Czy wpływają destruktywnie na psychikę młodego człowieka przyczyniając się do powstawania przestępstw i zachowań aspołecznych u młodzieży popadającej w konflikt z prawem? Stanowczo twierdzę że tak! Sądy demoralizują i robią to absolutnie zgodnie z prawem, choć nie wiem czy do końca świadomie.

43._lancuch3

W swojej pracy sądowniczej spotkałem się z szeregiem kuriozalnych postępowań prowadzonych przez wydział nieletnich. Jednym z nich była na przykład kradzież batonika za 99 groszy z popularnego marketu przez 13-letnie dziecko. Oczywistym jest, że ta kradzież jest czynem karalnym i podlega pod kodeks wykroczeń, jednakże zabrakło zdroworozsądkowego podejścia przy kierowaniu sprawy do Sądu Rejonowego. Przeanalizujmy, jaki szereg czynności został podjęty przez różne służby w stosunku do szkodliwości popełnionego czynu.

Po pierwsze – wezwanie Policji przez ochronę sklepu. Sporządzenie dokumentacji, ustalenia rodziców, wysłuchanie rodziców i nieletniego na Komisariacie Policji.

Po drugie – sporządzona dokumentacja zostaje wysłana do Sądu Rejonowego, gdzie nadawany jest numer sprawy a dokumenty z Policji przekazywane są Sędziemu który się z nimi zapoznaje i wydaje stosowne zarządzenia.

Po trzecie – zlecany jest wywiad środowiskowy kuratorowi sądowemu w celu ustalenia aktualnej sytuacji dziecka. Przeprowadzenie wywiadu i napisanie sprawozdania zajmuje kilka godzin. W wywiadzie zawarte są pytania związane z nauką dziecka, przejawów demoralizacji, jego zachowania, sytuacji materialno-bytowej rodziny dziecka.

Po czwarte – wyznaczana jest wokanda, na której będzie przesłuchany nieletni w obecności rodziców.

Po piąte – nieletni zostanie pouczony przez Sąd o szkodliwości kradzieży a sprawa zostanie zamknięta.

Koszta. Kilka listów do nieletniego i jego opiekunów, każdy za około 5 zł, koszt przeprowadzenia wywiadu środowiskowego – około 74 złote – na tyle wyceniane są wywiady środowiskowe przez Sąd Okręgowy, koszty wokandy, pracy sekretariatu, itp.

Sądowniczo-Policyjna machina przemieliła kradzież batonika. A gdzie w tym wszystkim nasz nieletni? Na początku był przerażony. Ochrona, Policja, wkurzenia na niego rodzice, kara w domu, obostrzenia, zakaz wychodzenia na podwórko. Nieletni nauczył się, że kradzież jest bardzo zła, do tego nieprzyjemna rozmowa z Policjantem. Wstyd. Mija kilka miesięcy, czasami pół roku a tu przychodzi z Sądu wezwanie na rozprawę o kradzież batonika, a w międzyczasie kurator przeprowadzając wywiad w domu straszy co może się wydarzyć. Dziecko znów przeżywa stres, choć poniósł już konsekwencje swojego czynu. Napięta sytuacja w domu, znów nerwy, obawa że ponownie poniesie karę za incydent z przeszłości. Na salę sądową wchodzi na miękkich nogach, rodzice podenerwowani. I sprawa kończy się tak naprawdę niczym. Pouczeniem.

Jaką lekcje wyciąga nasz nieletni? Choć wszyscy straszyli sądem, tak naprawdę niewiele się w tym Sądzie stało. Sąd nie jest straszny. Nasz trzynastolatek pomimo strachu nie poniósł konsekwencji. Sądu nie trzeba się bać….

Skoro Sąd tak naprawdę niewiele miał do zaoferowania dziecku za kradzież batonika, to po co było angażować te wszystkie osoby, by poświęcały tak dużo godzin pracy na zajmowanie się sprawą, której wynik znany był już od samego początku gdy akta z Policji trafiły na biurko Sędziego?

Tam gdzie nie wiadomo o co chodzi, podobno chodzi o pieniądze. A żeby były pieniądze, potrzebne są statystyki. Statystyki mówiące że jest tak dużo roboty, że wszyscy są potrzebni. Statystyki ma Policja, która w ciągu miesiąca ujawniła taką to a taką liczbę czynów karalnych które przekazała następnie do Sądu (co ważne, Policjanci swoją skuteczność wykazują statystykami). Statystyki ma kurator, który przeprowadził kilkaset wywiadów środowiskowych w roku. Statystyki ma w końcu Sąd, który zrobił tyle i tyle wokand. Wszyscy ciężko pracują, wszyscy się wykazują. Tylko, czy zamiast koncentrować się na sprawach ważnych, warto zajmować się takimi, których finał już na początku będzie do przewidzenia?

Sprawę przecież można byłoby zakończyć na Komisariacie Policji u dzielnicowego. Pouczyć nieletniego i jego rodziców o konsekwencjach czynu. Zobowiązać do naprawienia szkody. Cel zostałby osiągnięty, chłopak poniósłby i tak konsekwencję swojego postępowania. W przypadku powtarzających się kradzieży skierować dopiero sprawę do Sądu.

A gdzie nasz wspomniany demoralizujący wpływ Sądu na dziecko? Już się zaczął. Bo nasz bohater nauczył się jednego. Wszyscy straszyli Sądem, a tak naprawdę to sąd nic mi nie zrobił. Bo Sąd za kradzież batonika nie wsadzi do poprawczaka czy Ośrodka Wychowawczego. Tylko po co o tym młodzież ma wiedzieć?

Nieletni którzy raz wpadli w konflikt z prawem i przeszli całą sądowniczą procedurę uczą się, że tak naprawdę za drobne przestępstwa czy wykroczenia nic im nie grozi. Wielu z nich ma po kilka spraw na swoim koncie i dalej bez przeszkód zachowuje się w sposób nieodpowiedni. Sam wielokrotnie byłem świadkiem, jak starsi koledzy instruowali młodszych, że jak pierwszy raz zostanie złapany na kradzieży, to ze strony Sądu nic mu nie grozi. Tylko czy taki jest cel funkcjonowania Ustawy o Postępowaniu w Sprawach Nieletnich?