fot. MGD CC
fot. MGD CC

Bardzo często w swojej pracy zawodowej spotykam się z pytaniem związanym z bezpieczeństwem podczas wykonywania czynności służbowych jako kurator. Zawsze wtedy odpowiadam, że wykonując swoje czynności czy to w miejscu zamieszkania podsądnych, czy u osób wobec których toczy się postępowanie sądowe czuje się bezpiecznie, ale staram się zachować jednak zasadę ograniczonego zaufania. Jak wygląda praca kuratora w terenie i na co musi uważać, postaram się wytłumaczyć na tragicznym przykładzie, kiedy to w 2010 roku dokonano zabójstwa kuratorki społecznej.

Jak podaje prasa (bardzo łatwo znaleźć o tym informacje w Internecie), kurator społeczna dostała anonimowy telefon w którym ktoś przekazał jej informacje, że u jej podopiecznych jest libacja. Pojechała tam wieczorem z siostrą by sprawdzić co się dzieje. Przed domem z którego wyszła a który był miejscem zamieszkania jej podopiecznych, została w bestialski sposób zamordowana. Pomijając fakt, że mógł to nie zrobić jej podsądny, a ktoś chory psychicznie czający się na nią, zostało tutaj według mnie złamanych kilka elementarnych zasad. Zaznaczyć należy, że kobieta była pracownikiem socjalnym, a więc osobą mającą doświadczenie w pracy z tak zwanymi klientami trudnymi.

Pierwszą główną zasadą, jakiej przestrzegam w swojej pracy i na co uczulam swoich kuratorów społecznych jest taka, że kurator nie działa interwencyjnie. Kurator nie jeździ na wezwanie sąsiadów czy innych osób, że jeden czy drugi w rodzinie się napił wieczorem, trwa libacja a w domu są małe dzieci. Jeżeli już taka informację uzyskał, jego obowiązkiem jest poinformować Policję o zagrożeniu życia czy zdrowia małoletnich dzieci, pamiętając by w razie czego zapisać nazwisko dyżurnego Policjanta i dokładną godzinę w której telefonował na komendę czy posterunek. I tyle. Nie ma obowiązku jechania i ratowania dzieci. Od tego jest patrol policyjny, a zadaniem kuratora jest ustalenie czy odbyła się interwencja, co Policjanci zastali na miejscu zdarzenia, czy było badanie alkomatem, itp. W razie zagrożenia życia i zdrowia dzieci, albo gdy obydwoje rodzice są pod wpływem alkoholu, Policja wie co ma robić i wie jakie przepisy obowiązują. Kurator w tej sytuacji, pędzący samochodem o godzinie 20.00 czy 21.00 nie jest wcale potrzebny.

Druga zasada, obowiązująca mnie jako kuratora to taka, że nie idę do żadnego innego miejsca zamieszkania oprócz tego wskazanego przez sąd w zleceniu wywiadu lub tam, gdzie mieszkają osoby objęte nadzorem. Oczywiście wyjątek stanowi rozpytanie wśród sąsiadów, ale z reguły odbywa się ono w drzwiach lub w progu. Zdarzało się że sąsiedzi informowali mnie, że nadzorowany przebywa na melinie gdzieś niedaleko a ja mogę pójść tam i porozmawiać. W tej sytuacji nie idę, nie wchodzę do cudzych mieszkań. Jeżeli są tam z małymi dziećmi i mam podejrzenie że spożywają alkohol, wzywam Policję i dopiero z patrolem udaję się pod wskazane miejsce. Podobnie sprawa wygląda gdy ktoś (czasami nauczyciel, sołtys, pracownik socjalny) prosi aby podjechać i porozmawiać z rodziną w jej miejscu zamieszkania. Oczywistym jest że odmawiam, ponieważ jak już podałem wcześniej, nie udam się do miejsca zamieszkania nikogo, kto nie jest objęty postępowaniem sądowym. Jak coś mi się stanie, to jeszcze czekać mnie będzie postępowanie dyscyplinarne, bo niby z jakiej racji tam polazłem.

Trzecia zasada bezwzględnie której się trzymam to ta, że nie robię wywiadu środowiskowego czy czynności na „siłę”. Jeżeli ktoś mi mówi że nie wpuści mnie do mieszkania albo nie chce odpowiadać na moje pytania, dziękuje grzecznie i po prostu zapisuje że taka to, a taka osoba nie zgodziła się na przeprowadzenie wywiadu. Nie straszę, nie nalegam, nie grożę konsekwencjami, nie staram się przekonywać, czy wchodzić na silę do mieszkania lub używać podstępu. Co dalej z taką osobą zrobić, to zmartwienie sędziego, a nie moje.

Czwarta reguła przeze mnie stosowana to nie przeprowadzam wywiadu środowiskowego z osobami które są pod wpływem alkoholu, które ten alkohol spożywają i to jeszcze z innymi osobami przebywającymi w mieszkaniu. Wychodzę i robią odpowiednią notatkę. Podobnie gdy ktoś jest w stosunku do mnie nadmiernie pobudzony, rozgniewany, rozemocjonowany. Nie dyskutuję, nie kłócę się, nie udowadniam swoich racji. Informuje tylko, że skończyłem rozmowę w takim razie i zapraszam do swojego biura na dyżur w Sądzie.

Piąta zasada której trzymam się bezwzględnie to taka, że nie ryzykuje swojego życia i zdrowia, starając się dostać do miejsca zamieszkania. Zdarzyło się że była śnieżyca, zamieć, gołoledź, lub po prostu bardzo niebezpieczna droga. Wtedy odstępuję od przeprowadzenia wywiadu czekając na lepsze warunki pogodowe. Nie mam samochodu terenowego, raków czy odzieży termicznej. Nie mam także skutera śnieżnego i nie będę ryzykował brnąc np. po pas kilka kilometrów w śniegu czy błocie. Niektóre małe wsie naprawdę po wielkiej śnieżycy odcięte są od świata przez klika dni i nic się nie stanie, jak zrobię coś czasami po terminie. Oczywiście informuje wtedy Sędziego o zwłoce. Ja dla jednego papierka ryzykować nie mam zamiaru. Przecież Sąd mi nie zwróci za samochód jak wpadnie do rowu albo utonie w błotnej mazi.

Zasada szósta, najważniejsza to taka, że jeżeli mam obawy sprawdzić środowisko, proszę innego kuratora o asystę lub jeżeli sprawa jest bardzo pilna, umawiam się z dzielnicowym. Wtedy jest najbezpieczniej, a ja nie podejmuje zbędnego ryzyka. Lecz przyznam się że tylko raz mi się to zdarzyło.

Kurator sądowy nie jest przeszkolony z samoobrony, nie posiada pistoletu, pałki, munduru. Większość z nas na własną rękę co najwyżej wyposaża się w gaz pieprzowy lub paralizator, by czuć się bezpiecznej. Ale nic nie zastąpi zdrowego rozsądku, bo dla większości z nas naszą jedyną ochroną jest zeszyt w którym piszemy notatki, więc najlepiej, by chociaż był w twardej okładce.

Piotr Matysiak