Samotnych z konieczności przybywa i nic nie zapowiada, aby w najbliższych latach coś miało się zmienić na tym polu. Jeśli czarny scenariusz się spełni, to oznacza, że ryzyko śmierci wśród żyjących bez pary może wzrosnąć nawet o 30 proc. – alarmują specjaliści!

8 Eyes Photography / photo on flickr
8 Eyes Photography / photo on flickr

Problem samotności zyskuje na znaczeniu za sprawą niżu demograficznego. Nie od dziś wiemy, że stajemy się społeczeństwem ludzi starszych. Młodych przybywa, ale w wolnym tempie. W ubiegłym roku na świat przyszło 380 tys. dzieci. To i tak więcej od prognoz, który podał Główny Urząd Statystyczny. Mimo tego w naszym kraju, jest jeszcze wiele do zrobienia, by zapanowała moda na dzieci.

Zbyt szybka śmierć

Dotyka osób, które doświadczyły samotności negatywnej, a więc tej niechcianej, jeszcze przed przejściem na emeryturę. Złe wspomnienia pozostawiają po sobie ślad. Po latach powracają jak echo – dowiadujemy się z czasopisma „Perspectives on Psychological Science”.

Naukowcy swoje badania zapoczątkowali już w 1988 roku. Powtarzane były aż 70 razy. W ten sposób chcieli wykluczyć błędy, które mogły wyniknąć z powodu zbyt małej ilości powtórzeń. Wyniki okazały się zatrważające. Według nich, samotność daje większe ryzyko przedwczesnego zgonu niż zaawansowana otyłość.

Pierwsza grupa składała się z ludzi, które żyją bez pary z konieczności na skutek traumy wielu rozczarowań miłosnych.

Druga część ludzi deklarowała, że jest sama, bo tego chce. „Dotyczy choćby singli, czyli osób, które świadomie rezygnują ze związku. – Dla nich życie w pojedynkę oznacza możliwość samorealizacji“ – informuje Małgorzata Ohme psycholog z (SWPS) w Warszawie.

Do trzeciej grypy zostały włączone osoby, które niechętnie nawiązywały nowe znajomości. Charakterystyczna dla tych osób jest fala konfliktów społecznych w młodym wieku oraz wyuczony nawyk życia bez pary.

Wnioski pokazały, że niebezpieczeństwo zgonu wśród osób opuszczonych utrzymuje się na poziomie 26 proc. Są wśród nich staruszki i staruszkowie. Często druga połówka po prostu już umarła z przyczyn naturalnych. Teraz doświadczają jesień życia. Ale liście wcale nie muszą już opaść. Mogą zająć się pomocą w wychowywaniu wnuków. Niekiedy po przejściu na emeryturę, poświęcają swój czas na rozwijaniu hobby, coraz częściej też zapisuję się na uniwersytet III wieku. Decydujące znaczenie ma podejście. Albo czekają na śmierć, albo wciąż chcą aktywnie cieszyć się życiem.

Wyizolowanych z życia społecznego jest 29 proc. Najczęściej dotyczy osób starszych w wieku 40-50 lat. To ci, którzy wciąż pracują, ale przechodzą kryzys w związku. Najgorzej jest, gdy w ich życiu dojdzie do rozstania, bo doświadczają wtedy poczucia wyautowania. Nagle zostają sami. Wtedy narasta gniew, ale towarzyszy również myśl o byciu nieudacznikiem. W ten sposób izolacja postępuje.

Najwięcej, bo aż 32 proc. uczestników badań, może przedwcześnie umrzeć ponieważ jedynym towarzyszem ich życia są cztery ściany w pustym domu. Osoby te doświadczały samotności już w okresie dorastania, a potem też podczas trwania pracy. Chęć uczestniczenia w życiu społecznym wiele tu nie daje.

„Młodzi ludzie potrzebują dotyku bliskiej osoby i wsparcia w kryzysowych i stresujących momentach, których na tym etapie życia jest bardzo wiele“ – podaje Małgorzata Ohme.

Choroba samotności

Więzi rodzinne stają się mniej ważne. Indywidualizacja społeczna połączona z narastającym syndromem konieczności osiągnięcia sukcesu staje się plagą, która przeobraża się w epidemię. Poza tym jest jeszcze realny kłopot z nawiązywaniem przyjaźni. Przed nami choroba samotności – alarmują specjaliści. W pełni rozwinięta ma ukazać swoje pełne oblicze w 2030 roku – dodają badacze.

Pozostaje więc szukać lekarstwa, bo może jeszcze nie jest za późno?

Damian Młodecki