Wszystko przemija ukradkiem. Zbliża się, a potem oddala z powrotem. I staje się ledwo widocznym punktem na mapie życia. Plany, marzenia tworzą się w oku mgnienia. Doczekanie oraz spełnienie jest całkiem możliwe, ale najpierw trzeba się sporo napocić. Talent nie wystarczy. W drodze na szczyt, konsekwentne działanie ma wielkie znaczenie.

Chcemy góry przenosić, budować mosty. Te zwyczajne, między rodzeństwem, sąsiedztwem, społeczeństwem. Wzdłuż i wszerz: od Bałtyku po Giewont. Na początku kierowani jesteśmy przez naiwny bieg wychowania, a potem swoje oblicze odsłania smak rzeczywistości. Tuż za oknem jest inaczej. Wychodzimy na zewnątrz. Nagle okazuje się, że świat ma wiele nowych znaczeń. Mnóstwo sposobów na godne przeżycie, ale gdzieś tu umyka życie. Gdy wydostajemy się z kokonu, znanego i bezpiecznego gniazda rodzinnego, stajemy oko w oko z światem niewiadomego jutra. Pierwsze niepowodzenia oraz następne porażki, sprowadzają nas do parteru. Niekiedy odbijamy się od ziemi i wychodzimy na prostą. Stajemy twarzą w twarz z przeciwnościami chwil, które były, są i będą. W ferworze walki robimy swoje i snujemy, co należy zrobić, aby się udało. Toczymy dwa pojedynki. Wewnątrz i na zewnątrz. Wobec siebie oraz wobec ludzi, których codziennie spotykamy.

Gdy dostrzegamy, jakie są realne możliwości, nagle bliżej nam do niedołężnej starości. Wiele celów do zdobycia: interesująca praca, która popłaca, kariera, rodzina, podróże. Mamy sprawne ręce, normalnie chodzimy, korzystamy z inteligencji. Coraz częściej też wykształcenie wyższe. Posuwamy się do przodu. Bez ograniczeń – słyszymy. Od ludzi sukcesu, którym się udało. Znaleźli klucz dostępu? Ale te ograniczenia jednak pojawiają się przed nami. Wyrastają niczym grzyby po deszczu. Mimo starań, walimy w mur. Mnóstwo pozostawionego wysiłku. Czy coś zmieni się? Głos plebsu znów powraca.

Oto mamy dwie Polski. Polska A i Polska B. Biedni zazdroszczą bogatym i wysuwają podejrzenie o układy. Czemu im się udało – pytają. Przecież mam wykształcenie i pracuję jak wół. Czemu wciąż nie wychodzi? Winna sytuacja, złodzieje. Sposób myślenia i afirmacja pomoże, a może Państwo opiekuńcze zapewni parę monet więcej? Praca przytłacza, a bez pracy jeszcze gorzej. Jak w starej baśni, weź tu polej. Nadzieja na lepiej, miesza się z brakiem. Wiary mniej, bo dotyk realiów przytłacza.

Dziwią się bogaci, dziwią się ich dzieci. I tak mówią – Biedni sami sobie winni. Dorośli, a już teraz są zainfekowani niedołężnością, ołowianą starością. Niemożnością wyjścia z tarapatów myśli i znanych zdarzeń.

Czy jest sposób? Czy jest metoda? Konsekwencje zostają. Każdy chce niechciane decyzje odwołać. Zamknąć za sobą drzwi – być niewidzialnym dla patrzącego wczoraj. Wydostać się z konieczności przeżycia i dotknąć życia. Działać, spełniać się, godnie pracować, mieć rodzinę i podróżować. Ile ludzi, tyle marzeń. Co przyniesie ciąg pędzących zdarzeń?

Damian Młodecki